Cisza jako miejsce spotkania
- Paulina Jastrzebska

- Feb 8
- 1 min read
Cisza nie przychodzi do mnie nagle. Ona raczej siada obok, cicho, cierpliwie, i czeka aż przestanę mówić także w myślach. W świecie, który nieustannie domaga się uwagi, cisza bywa luksusem, a czasem wyzwaniem. A jednak to właśnie w niej najczęściej odnajduję Boga.
Są poranki, kiedy dom jeszcze śpi. Zanim dzień się rozpędzi, zanim pojawią się obowiązki, rozmowy i dźwięki, siadam z kubkiem herbaty i pozwalam ciszy wybrzmieć. Nie zawsze jest idealna: czasem słychać tykanie zegara, czasem odległy szum ulicy, ale wystarczająca, by złapać oddech. W takich chwilach modlitwa nie potrzebuje wielu słów. Wystarczy obecność.
Cisza towarzyszy mi również w ogrodzie. Kiedy pracuję w ziemi, przesadzam rośliny albo po prostu patrzę, jak świat natury trwa w swoim tempie, czuję, że nie muszę niczego udowadniać. Stworzenie nie spieszy się, nie tłumaczy, po prostu jest. I w tym „byciu” odnajduję spokój, który koi moje myśli.
Czasem cisza przychodzi wieczorem, gdy dom znów cichnie. Odkładam książkę, gaszę światło i zostaję sama ze sobą. To wtedy wracają pytania, wątpliwości, ale też wdzięczność. Czytam fragment Pisma Świętego, często Psalmy i pozwalam, by słowa zapadły we mnie głębiej. W ciszy one brzmią inaczej, prawdziwiej.
Uczę się, że cisza nie jest pustką. Jest przestrzenią. Miejscem spotkania, w którym Bóg nie musi podnosić głosu, by być usłyszanym. W niej odkrywam, że nie wszystko wymaga natychmiastowej odpowiedzi, że nie każdy dzień musi być głośny, produktywny i pełen wrażeń.
Cisza uczy mnie uważności na siebie, na innych, na Boga. I choć nie zawsze jest łatwa, coraz częściej wiem, że to właśnie w niej dzieje się najwięcej.

Comments